© Katarzyna Frendl (2009-03-10 20:37:47, aktualizacja 2009-04-20 23:40:17)
Bliźniaki dwu... cylindrowe
Uwaga! Nowość w motocyklowej gamie BMW: dwa cylindry ułożone w rzędzie, a sam jednoślad wreszcie stał się przyjazny dla kobiet!
 |
|
fot. Frendl
|
Na szczęście ktoś mądry w koncernie z Monachium zauważył, że na świecie - poza wysokimi osobnikami rodem z Niemiec - są również tacy, o wzroście poniżej 170 cm. Skorzystają na tym nie tylko kobiety, ale także początkujący adepci dwóch kółek, którzy musieli do tej pory ćwiczyć na motocyklach innych marek, aby móc wreszcie bez obaw dosiąść BMW.
| Przy wzroście 170 cm, siedząc na F800S można swobodnie dotykać stopami podłoża |
 |
|
fot. K. Wydrzycki
|
Zwykle, w początkowych fazach nauki jazdy motocykliści potrzebują swobodnie podeprzeć się w chwilach grożących upadkiem. W F800 wysokość siodła można opcjonalnie obniżyć o 3 cm od standardowego położenia, a wąskie siedzisko, oraz wykrojony na wysokości ud zbiornik, jak się okazało wcale nie paliwa, pozwala na lepsze „czucie" motocykla, a zarazem pewniejszy kontakt stóp z podłożem. Regulowana dźwignia hamulca i sprzęgła sprzyjają także optymalnemu ustawieniu. Czy te zabiegi wystarczą, by kobieta chciała go mieć?
Ciąża techniczna
Aby bliźniaki ujrzały światło dzienne, musiało upłynąć 5 lat „donoszenia" konstrukcji. Oba motocykle zbudowane są na tej samej bazie, a różnią się jedynie detalami. Turystyczny ST ma m.in. wyższą owiewkę, centralną podstawkę, umieszczoną wysoko szerszą kierownicę, oraz bagażnik za tylnym siedziskiem. Zadziorny brat ma w tym miejscu uchwyty dla pasażera, by ten mógł się czegoś trzymać, gdy sportowe ambicje kierowcy dadzą o sobie znać. W końcu, z niewielkiej pojemności 800 cm3 udało się wycisnąć 85 KM mocy, choć osiąganych wysoko, bo przy 8000 obr./min.
Ponieważ grupą docelową mają być początkujący, kobiety, czy długo niepraktykujący dawni motocykliści bliźniaki F800 otrzymały pasek zębaty do napędu tylnego koła. Jest lżejszy, niż stosowany przy bokserach wał kardana, ale przede wszystkim bezobsługowy. Nie wymaga smarowania, tak jak w przypadku napędu łańcuchem. Jego wymiana następuje dopiero po 40 tys. km, a przed tym należy jedynie sprawdzać (co 10 tys. km) jego naciąg.
F800S
| Na F800S czujesz, że jesteś jednością z maszyną |
 |
|
fot. Daniel Kraus
|
Trasa wiedzie przez pozwijaną jak faworki górską drogę, dlatego nie ryzykuję wrzuceniem trzeciego biegu. Zresztą mam do czynienia z typową dla beemek (choć nie tych klasy K1200S, R1200S), chrupoczącą skrzynią. Węższą niż u brata - bliźniaka kierownicę umiejscowiono znacznie niżej, więc lekko pochylam się ku niej, mając nadzieję, że pomogę aerodynamice. Składam się ostro w pierwszy lepszy zakręt. Fajnie! Teraz w drugą stronę. Jak łatwo! Jakby sam się prowadził. Może to kwestia niskiej wagi „Ski" i równego rozłożenia mas, a może po prostu tradycyjnego zawieszenia pozbawionego innowacyjnych rozwiązań rodem z większych braci? Przypominam sobie teraz, że przecież dzięki przesunięciu zbiornika paliwa pod siedzenie, motocykl zyskał niżej położony środek ciężkości. Przede mną zawijka o 360 st. A gdzie moje obawy? Zniknęły po wyjściu z zakrętu. Mam wrażenie, że gdybym jechała na czwórce, też by się udało. Czy ja już się tak podszkoliłam, czy ten motocykl mi pomaga? Nie czas na przemyślenia, bo dziennikarz jadący za mną depcze mi po oponach. Odwagi! Przyspiesz wreszcie - szepce sobie w duchu. Kręcę obroty ponad 8.500 tys., czyli przekraczam chwilami czerwone pole, o czym informuje mnie migająca kontrolka. Co ta rywalizacja robi z człowiekiem! Powoli napastnik znika daleko z tyłu. No dobrze... może testuje hamulce. To i ja spróbuje. Uff, wreszcie kawałek prostej. Dwie tarcze o imponującej średnicy 320 mm reagują zgodnie z siłą nacisku na dźwignię, nie zaskakując zbyt nerwową reakcją. I o to chodzi. Nie w głowie mi stoppie, lecz zauważam u siebie coraz bardziej śmiałe testy. Zachowawczo stwierdzam, że właśnie nadszedł czas na przesiadkę na stonowanego brata. Ku własnemu zdziwieniu schodzę z motocykla jak nowo narodzona.